poniedziałek, 21 grudnia 2015

kalesony

Mój kolega kiedyś przyszedł do szkoły w kalesonach. Zaczynasz swoją karierę modową, kiedy ubiera cię mama. Potem ogromnym nakładem samodyscypliny albo przeciwnie - za sprawą słabej woli - kupujesz sobie ubrania sam. Wtedy twoja grupa rówieśnicza mówi ci jedno, twój zmysł drugie, media trzecie, a wybiegi czwarte. Jeszcze ciotka, ksiądz, nauczycielka, Olivier Janiak lub Antoni Maciarewicz piąte i w ogóle jesteś zagubiony. Wtedy możesz kupić sobie COŚ i zaspokoić tym samym 1% swojego głodu ekspresji wizerunkowej albo kupić tylko %. Dlatego zaczynasz kombinować. Na przykład przychodzisz do szkoły w kalesonach. Serdecznie do tego zachęcam. Mojemu koledze w kalesonach odznaczały się wyraźnie pokaźne genitalia, wszyscy myśleli, że zapomniał o spodniach, niektórzy pukali się w czoło, inni spluwali przez lewe ramię. Ja jednak pozostaję mu do dzisiaj wdzięczny, że pokazał mi, że trzeba poszukiwać, próbować, eksperymentować, żeby kiedyś w spokoju zasiąść na tronie samospełnienia. Dlatego czasami wyglądam jak idiota, ale nikt mi nie zarzuci, że wyglądam jak wszyscy albo co gorsza - jak nie ja.