środa, 18 lipca 2012
Męski i seksowny pan policjant czy ktośtam obudził mnie, bo zajechałem za daleko. Zrobiłem siku możliwie blisko przystanku i poczułem się dumny, że jestem Polakiem i mam w sobie na tyle dużo żółci, że pokazałem środkowy palec wszystkim jadącym dalej, a byłem w swoim ładnym swetrze w borsuki, jeże i zające. Pisanie tego jest równie trudne jak zagranie 'wlazł kotek na płotek', którego podejmowałem się chwilę wcześniej wielokrotnie. Prawie zemdlałem, ale nie wsiadłem do autobusu, bo nie zdążyłem dopalić swojego papierosa. Ta kobieta to jednak nie była sąsiadka, która mogłaby donieść moim rodzicom, że palę. Pomachałem kierowcy i karetce, a podróż do domu była tym trudniejsza, że patrzyłem w ziemię, bo słońce świeciło mi w twarz i musiałem wymijać uczciwych obywateli zmierzających do pracy. Spróbowałem zgasić papierosa stopą, ale nie wyszło, bo nie trafiłem. Wpisanie kodu nastręczyło mi wiele trudności, ale zakończyło się sukcesem. Gra mi w głowie Jennifer Lopez. Specjalnie nie skakałem na trampolinie, żeby być w stanie pojechać do Włoch. No dobra, skakałem, aż zrobiłem się mokry jak zaraz wymyślę co. Teraz pójdę spać, ale wcale nie uda mi się zasnąć. Problem jest taki, że muszę przełykać cofającą się treść żołądka, ale nie pierwszy raz, więc powinienem dać radę. Wybrałem jeden z trzech kubków stojących pośród formacji tworzących całokształt mojego biurka, a tatę bardzo bawi, że kładę się, kiedy oni wstają. Mnie bawi, że muszę przechodzić ponad moim psem jakby to był wyrzucony na plażę wieloryb.W radiu powiedzieli, że ceny mieszkań rosną.
zrobię jakiś ranking
- standardowo Mary-Kate i Ashley Olsen
- Ulyana Sergeenko
- Daphne Guinness
- Victoria Beckham.
niedziela, 8 lipca 2012
Wróciłem nocnym do domu. Nocne są fajne. Zawsze jest ktoś kto śmierdzi, ktoś kto się drze i ktoś kto śpi. Jechałem w kapeluszu z Malty, skarpetkach z Amsterdamu, koszulce z fajnym dzieckiem z Konina i spodenkach po babci, kto wie skąd. Jechałem przez Warszawę. Jest jak niemowlę. Niemowlęta są podobno rozkoszne. Warszawa też, przeurocza, kochana. Wszystko w niej jest. Jest klub, restauracja, kino. Jest jeden Chińczyk, Japończyk, Wietnamczyk, Mongoł, Koreańczyk, Murzyn, Hindus. Jest wszystko i wszystko jest namiastką tego, co wydaje się, że będzie, tyle że bardziej spektakularne. Bo umówmy się, że doczekamy się China Town, dzielnic murzyńskiej i arabskiej. Będę opowiadał wnukom o tym raczkującym rozwoju Warszawy (lol jakim wnukom). Piękne jest to, że wszyscy pieniacze w końcu wymrą od zżerających ich toksyn, a procesy globalizacji i innych kosmopolityzacji są nieuchronne i w końcu nadejdzie dzień, kiedy nowa generacja Chmielnej będzie grała w Polaka. Wszystkie pijackie rozważania są wzniosłe. Dla przełamania tego tonu proponuję słowo: penis.
Subskrybuj:
Posty (Atom)