poniedziałek, 21 grudnia 2015

kalesony

Mój kolega kiedyś przyszedł do szkoły w kalesonach. Zaczynasz swoją karierę modową, kiedy ubiera cię mama. Potem ogromnym nakładem samodyscypliny albo przeciwnie - za sprawą słabej woli - kupujesz sobie ubrania sam. Wtedy twoja grupa rówieśnicza mówi ci jedno, twój zmysł drugie, media trzecie, a wybiegi czwarte. Jeszcze ciotka, ksiądz, nauczycielka, Olivier Janiak lub Antoni Maciarewicz piąte i w ogóle jesteś zagubiony. Wtedy możesz kupić sobie COŚ i zaspokoić tym samym 1% swojego głodu ekspresji wizerunkowej albo kupić tylko %. Dlatego zaczynasz kombinować. Na przykład przychodzisz do szkoły w kalesonach. Serdecznie do tego zachęcam. Mojemu koledze w kalesonach odznaczały się wyraźnie pokaźne genitalia, wszyscy myśleli, że zapomniał o spodniach, niektórzy pukali się w czoło, inni spluwali przez lewe ramię. Ja jednak pozostaję mu do dzisiaj wdzięczny, że pokazał mi, że trzeba poszukiwać, próbować, eksperymentować, żeby kiedyś w spokoju zasiąść na tronie samospełnienia. Dlatego czasami wyglądam jak idiota, ale nikt mi nie zarzuci, że wyglądam jak wszyscy albo co gorsza - jak nie ja.

sobota, 4 maja 2013

Nie no, znowu mi uciekło. Zasypiałem i objawił mi się post, niestety o ekologii, a jednak idealny. Ale chyba już nie mam ochoty.
Z drugiej strony chętnie bym poszedł spać, a żeby zasnąć potrzebuję spokoju, którego nie osiągnę dopóki czegoś tutaj nie napiszę. Na dobrą sprawę mniej niż tydzień przed maturą nie powinienem mówić o spokoju, a jednak o niej zazwyczaj po prostu nie pamiętam. Bardziej mnie martwi, że moja ryba nie może się zdecydować -czy chudnąć i zdechnąć -czy przestać chudnąć i żyć? Kiedy indziej policzę te przypadki, kiedy piszę, że i tak nikt tego nie przeczyta, na razie pozwolę sobie na +1: nikt tego nie czyta, więc mogę urządzić brudnopis.Jako że na pewno kiedy tylko wejdę pod prysznic pefekcyjnie składne argumenty na poparcie mojej tezy (odnośnie ekologii w tym momencie, ale właściwie to obojętnie) poukładają mi się w mózgu w perfekcyjnego nerdowskiego posta, teraz OK JAKBYM NIE KOŃCZYŁ ZDANIA JEST NIELOGICZNIE przejdę więc do następnego akapitu.
Zapewne dlatego, że wciąż jest początek wieku, a ja mam maturę - popadam w nihilizm. Ekologia nie ma sensuuu. Jeśli Cejrowski nie zostanie prezydentem, a zima w przyszłym roku nie potrwa do następnej zimy z przerwą na milionstopniowy upał (kasztany nie zakwitną na czas, nie ma bata) to i tak wybuchnie wojna nuklearna, a wraz z nią więcej bomb, niż potrzeba do szczęścia Szatanowi. Kto by się więc martwił szynszylami, które są skórowane na futro. Hehe sprytnie Piotrze, przecież sam zawsze powtarzasz, że futra to gówno nie problem. Z ust mi to wyjąłeś Piotrze, szynszyle bez skóry nie są tym, co zagrozi naszej ziemi implozją w związku z załamaniem wszystkiego, co natura wypracowała, żebyśmy mogli kiereszować. Dlatego gdybym był międzynarodową gwiazdą, wchodziłbym w spory z Joanną Krupą, dla której O BOŻE WŁAŚNIE ZAŁAMAŁ SIĘ MÓJ SYSTEM WARTOŚCI. Dalszego ciągu nie będzie, bo odkryłem dziury we własnym rozumowaniu. To naturalnie nie jest powód, żebym miał powyższego nie publikować.
Zapomniałem, że wcale się dzisiaj nie wykąpię. Szkoda wody na moje smrody. Jutro. Albo już nigdy. Gdybym miał kilka domów, jeden bym cały wypełnił do połowy poduszkami i wyposażył w internet i stanowisko Subwaya, a drugi urządził tak, żeby zaspokoić swoje zapotrzebowanie na ładne wnętrza. Potem do tego drugiego bym nie chodził, a w tym pierwszym spędziłbym resztę życia i w ogóle niewiele bym chodził.
Zawsze myślałem, że trzeba mieć coś do powiedzenia, żeby to publikować w internecie. Potem trochę poczytałem, poobserwowałem, zobaczyłem ludzi, którzy po prostu piszą to, co by powiedzieli znajomym, gdyby znajomi wcześniej zadeklarowali, że wcale nie muszą słuchać o niczym ciekawym. Teraz robię to, co oni, bo skoro opisane zjawisko jest takie powszechne, musi w tym być coś przyjemnego. Faktycznie, jest mi całkiem miło. Czuję, jak rozwijają mi się sploty mózgowe. Wcześniej trochę się pozacierały, bo próbowałem napisać coś z sensem, ale ta potrzeba się ulotniła, więc dobrze jak mi się sploty trochę rozprasują. Całą noc bym mógł tak wypisywać bzdury. Zakopany w poduszkach w domu z internetem. Coś bym zjadł, ale nie mam zainstalowanego w mieszkaniu stanowiska Subwaya, więc i tak nie będzie mi smakować to, co bym zjadł. Zrezygnowałem dzisiaj z przerw między posiłkami, po prostu jadłem cały czas. Nie powinienem tego powtarzać, bo ze spania nici, a sny to okazja, żeby coś mi się przytrafiło. Nie, nie jestem taki znowu w życiu znudzony i zaniedbany przez inspirujące zrządzenia losu. Po prostu czasami mi nie wystarczy świat, w którym obowiązuje fizyka i odległość ma znaczenie. To mnie chyba kwalifikuje na narkomana. Teraz pytanie bardzo poważne: czy skoro włoskie paluszki leżą na moim biurku odkąd rodzice byli we Włoszech znaczy, że nie powinienem ich jeść, zwłaszcza że nie pamiętam, kiedy rodzice byli we Włoszech? Zjadłem. Boże jak nudno! Lol cały dom był wypełnił do połowy. Cały do połowy. Szklanka jest do połowy chujowa. Dobranoc.

niedziela, 6 stycznia 2013

Aplikacja odgłosy deszczu nie pomaga nawet, kiedy wybieram opcję z namiotem, dlatego mimo porażki wcześniej tego wieczoru, postanowiłem walczyć z bezsennością tutaj. Niestety, nie mam żadnych treści do przekazania, dlatego terapia może się okazać przykra i nieskuteczna. Płaczę ostatnio nad blogiem Tommy'ego Tona nie dlatego, że coś z nim jest nie tak, a mnie bardzo ta niedoskonałość razi, tylko dlatego, że wszystko tam jest takie piękne. Jeszcze może się okazać, że wyciągnę błędne i szkodliwe wnioski, bo kiedy tak patrzę, jak ludzie jeżdżący z jednego tygodnia mody na drugi łączą ze sobą elementy street i high fashion w taki nieprzewidywalny sposób (tak naprawdę po 20 stronach bloga wszystko zaczyna wyglądać znajomo i wtórnie) wpadam w dziwny nastrój, który prowokuje mnie do stawania przed lustrem w kalesonach, nieśmiertelnych (nie chcą umierać) butach uwaga DC i w rękawicach narciarskich, które mają mi być pomocne przy wieszaniu w piwnicy metalowych szafek w ramach świątecznego wypoczynku. To zdanie zrobiło się za długie, więc postanowiłem uciąć. Od początku. Kiedy po tym, jak naoglądam się obrazków z nierealnego świata pierwszych rzędów, staję przed lustrem w przypadkowym i roboczym zestawie, istnieje ryzyko, że stwierdzę, że naprawdę wszystko się wspaniale i oryginalnie komponuje. Zakładam wełniane skarpety na spodnie od piżamy i kaptur na głowę, bo mam brudne włosy i stwierdzam boże, jak pięknie.
 To oficjalne, nosorożce jawajskie na dobre wyniosły się z Wietnamu, ale niestety nie do żadnej sąsiedniej dżungli  tylko do krainy wiecznego wylegiwania się w chłodnym błocie. Grupa naukowców oddelegowana do określenia stanu populacji nosorożców znalazła tylko zwłoki pozbawione rogu. Nie ma się co łudzić, że garstka starych osobników, które wciąż jeszcze żyją w Indonezji, jest nadzieją na odratowanie gatunku. Nie jest. Kiedy przypominam sobie o nosorożcach, które są epilogiem historii własnego gatunku, wszystko, co robię, wydaje mi się takie błahe.  Z drugiej strony, kiedy tak sobie patrzę na ludzi zaledwie 4 lata ode mnie młodszych  albo ok, na siebie, stwierdzam, że nasz gatunek też ma problem.
nie pamiętam

czwartek, 1 listopada 2012

mamy sklep

Pudermantel
Tak. Ja i Daria mamy sklep. Sprzedaliśmy już JEDNĄ rzecz. Rozkręcamy się. Trochę nam głupio, że nie wymyśliliśmy zawczasu lepszej nazwy, ale trudno. Kupcie sobie coś ładnego.
Tak, to święto. Jestem trochę oburzony. Jeszcze rok temu nie miałem nic przeciwko wyprawie na grobbing z rodziną. Jest to okazja do zauważenia wszystkich prawie-sześćdziesięciolatków z wyżu dotkniętych Heinego-Medina. Można pojeść obwarzanki i pańską skórkę, czyli jezusowy napletek (tak, to stąd ta nazwa. wierzę w to. przecież jak już ucięli, to musieli coś z tym wykombinować. poza tym w milionach kościołów jest taka relikwia, gdyby je zebrać do kupy wyszłoby tak z pół kilometra napletka.). Można ponarzekać, że chryzantemy zdrożały i co oni sobie myślą. Jak ktoś lubi to może się pośmiać z harcerzy. Można pocieszyć się, jak ładnie ktoś pomyślał nad zorganizowaniem transportu miejskiego albo doskonalić sztukę ubliżania rodakom stojąc w korku. A, zapomniałem. Można też pozwolić sobie na chwilę zadumy, ale, proszę o wybaczenie, to chyba najmniej odpowiedni moment w całym roku. No jak inteligentni ludzie mogą do tego stopnia podążać za stadem, żeby nie zauważyć tej średniowiecznej atmosfery, jaka wisi nad potokiem ludzie brudzących sobie nogawki między stoiskami z przepięęęęęknymi wieńcami z plastikowych anturiów. Mama mówi, że chodzi o uczestnictwo we wspólnym święcie i że jest to tradycja i że mam nie narzekać. Ale według mnie minusy są w stanie pokonać ten jeden plus i poczucie obowiązku. Jednodniowa pamięć o przodkach jest uspokajaniem sumienia, a przez swoją masowość bardzo się prymitywizuje. Ja jakbym leżał pod ziemią, czułbym się mocno poniżony tym, że zamiast przyjechać w jakąś sobotę, moje wnuki (jakie wnuki) rozprawiają nad tym, która część rodziny powinna była przyjechać wcześniej tego dnia, żeby umyć mi nagrobek i o boże patrz jaka ta dziewczyna jest gruba. Już bym chyba wolał, żeby przyjechali raz na dwa lata, kiedy poczują potrzebę, albo żeby nie przyjeżdżali wcale, bo byłem chujowym dziadkiem i nie czują potrzeby. Mam wrażenie, że w tym dniu ludzie więcej palą.
Dlaczego nie wolno rozsypywać prochów? Kościół się nie zgadza. Ale nie ma obowiązku chrześcijańskiego pochówku, więc dlaczego niechrześcijańska reszta nie może rozsypać sobie prochów w ogródku albo na jakimś klifie, jakby to robiło różnicę gdzie? Nawet, jeśli nie pozostanie wtedy po denacie śladu i tak będzie to mniej smutne niż trawiaste pagórki z wetkniętą tabliczką 'grób do likwidacji'.
Dobra, umawiamy się tak. W przyszłym roku wybiorę sobie jakiś ładny dzień i sam pojadę na Północny pogawędzić z babcią, a wy jak chcecie możecie realizować koncepcję obowiązku ogólnokrajowej fiesty na grobach wynikającego z przynależności do tego społeczeństwa. Może nie powinienem brać się za taki temat na posta, ale chciałem się z tym rozprawić. Na cmentarzu wyszło mi lepiej, jak się pokłóciłem z mamą, ale ogólny przekaz chyba jest zrozumiały i tutaj. Po prostu mojego sumienia ten dzień nie uspokaja, wręcz mnie dewastuje przez swoje trywializowanie instytucji pamięci i koszmarną, typową obłudę.
Może to wszystko dlatego, ze w tym roku chryzantemy staniały.
Chciałbym być, albo inaczej: gdyby mi ktoś zaproponował, to bym przystał na propozycję zostania jedną z tych osób, które dysponują taką liczbą okryć wierzchnich, że ma sens, jeśli publikują ponad 10 swoich stylizacji w ciągu całej zimy. Czekałem na nią, srogą królową w bling bling kiecce i lodowej tiarze, żeby nosić wszystkie swoje swetry. Nie zdążyłem sobie jeszcze wytłumaczyć, że już przyszła, a na moim wątłym torsie już zdążyła zaistnieć zeszłoroczna puchowa kurtka. Całe życie myślałem, że kiedy jest zimno, wybór jest między odmrożeniem i odpadnięciem tułowia albo wyglądaniem gorzej niż pozująca do zdjęć Małgorzata Potocka, bo z tym się wiążą kurtki puchowe. Aż tu nagle jakaś była modelka-stylistka-swoja własna wyrocznia mody deklaruje gorące uczucie, jakim darzy puchowe elementy garderoby. Zignorowałem to, ale potem regularnie byłem oszołamiany doniesieniami, jakoby różni ludzie faktycznie LUBILI puchowe kurtki. Niewiarygodne. Musiałem się przełamać i dopuścić do siebie przypuszczenie, że może naprawdę jakaś część społeczeństwa nosi te brzydactwa nie tylko dlatego, że marznie. Dobrze, pomyślałem, wobec tego nadszedł czas na wyprawę do Maximusa! albo Fashion House'a! bo poza fantastycznym dizajnem i jedno i drugie oferuje niezapomniane wrażenia estetyczne wywołane spektakularnymi zamysłami architektonicznymi. Mam nadzieję, że wiecie, o czym mówię, bo w trakcie opisu mógłbym się załamać i zrezygnować z wykonywania gwałtownych ruchów, jak dzieje się po każdej mojej wizycie w jednym z tych dwóch miejsc. Dziwne, musi być w tym coś z masochizmu, że kiedy jest mi oferowana wycieczka do Nadarzyna na shopping, mówię 'spoko'. Rok temu, kiedy zapadł idiotyczny wyrok na moją zimową stylóweczkę, moją Syberią okazał się Fashion House. Pojechałem i kupiłem bardzo brzydką kurtkę, którą w tym roku też będę nosił, bo uważam to za dobry sposób ćwiczenia charakteru. To, że ją noszę jest ciekawym zjawiskiem, ale to, że ją kupiłem, jest już niepokojące. Ale kiedy się nad tym zastanawiam (stale), zwyczajnie nie miałem wyboru. Moja puchowa kurtka jest brzydka, bo jest puchową kurtką, a nie dlatego, że w swojej rodzinie wyróżnia się na niekorzyść. Przynajmniej podszewka jest milutka i futerkowata. Wybrałem mniejsze zło poprzez odrzucanie jeszcze fatalniejszych pozycji. Przekopałem ASOSa i sieciówki. Odmówiłem sobie kamizelek ze skórzanymi wstawkami, bo stwierdziłem, że skoro jest tak zimno, że zakładam coś puchowego, niechże chociaż ma rękawy. Ciężko odchorowałem gigantyczne nagromadzenie kurtek na SNOWBOARD, NARTY I INNE FAJOWE SPORTY ZIMOWE, Z KTÓRYMI MAM SAME DOBRE SKOJARZENIA. Byłem w życiu na jednym obozie zimowym i jednej białej szkole (?). Kilkakrotnie wyjeżdżałem z rodzicami. Mam mnóstwo miłych wspomnień, ale żadne nie wiąże się nijak ze sportem, a moim ulubionym i Bogu dzięki nieuchronnym momentem każdego dnia było wyswobadzanie sinych kończyn z tych strasznych butów. Zakładałem normalne obuwie i robiło mi się przyjemnie, jak tylko wracało mi czucie. Z innych wspomnień to dwa litry moczu w butelce jako prezent STARSZYCH CHŁOPAKÓW dla naszego pokoju. Szczyny postawione koło okna rozwarstwiają się i na dnie pojawia się sperma wydalona z organizmu razem z moczem zamiast na drodze polucji. Tak więc tak, tego. Pamiętam też, że zapchaliśmy kibel i wszystko się wylało, a potem zapchaliśmy też prysznic tym, co się wylało nanana. Poza tym to głównie parowały mi okulary pod goglami i wyczekiwałem aż skończy mi się karnet. Niech o tym, jaki mam stosunek do sportów zimowych świadczy, że napisałem opowiadanie do gazetki szkolnej w podstawówce, w którym porównałem wyciąg do pozaziemskiej siły ciągnącej otumanione dzieci na pewną zgubę. A kto z was ma tę białą kurtkę w czarno-czerwone wzorki? Nie zainteresowałem się, jaka to marka, ale pewnie na sam dźwięk jej nazwy poczuję zapach gumy typowy dla każdego sklepu sportowego, a wolę tego uniknąć. W każdym razie, zaczął się ten sezon, kiedy codziennie widzę kogoś w tej kurtce. Oczywiście statystyki mogą się zmienić, bo szczyt niezrozumiałej dla mnie popularności tego modelu przypada na dwie zimy wstecz. To by mógł być bardzo długi post, ale ja zrobię z niego dla jaja dwa.Wstawię je jeden po drugim, chociaż to zupełnie wbrew strategii, którą, jak sobie wyobrażam, powinienem mieć. W trakcie pisania powyższego zapomniałem, co chciałem przekazać, więc po prostu stukałem w klawiaturę mechanicznie i bezmyślnie, jak pan w Saharze robi kebaby o trzeciej w nocy, w dniu wszystkich świętych. zmarłych.