Nie no, znowu mi uciekło. Zasypiałem i objawił mi się post, niestety o ekologii, a jednak idealny. Ale chyba już nie mam ochoty.
Z drugiej strony chętnie bym poszedł spać, a żeby zasnąć potrzebuję spokoju, którego nie osiągnę dopóki czegoś tutaj nie napiszę. Na dobrą sprawę mniej niż tydzień przed maturą nie powinienem mówić o spokoju, a jednak o niej zazwyczaj po prostu nie pamiętam. Bardziej mnie martwi, że moja ryba nie może się zdecydować -czy chudnąć i zdechnąć -czy przestać chudnąć i żyć? Kiedy indziej policzę te przypadki, kiedy piszę, że i tak nikt tego nie przeczyta, na razie pozwolę sobie na +1: nikt tego nie czyta, więc mogę urządzić brudnopis.Jako że na pewno kiedy tylko wejdę pod prysznic pefekcyjnie składne argumenty na poparcie mojej tezy (odnośnie ekologii w tym momencie, ale właściwie to obojętnie) poukładają mi się w mózgu w perfekcyjnego nerdowskiego posta, teraz OK JAKBYM NIE KOŃCZYŁ ZDANIA JEST NIELOGICZNIE przejdę więc do następnego akapitu.
Zapewne dlatego, że wciąż jest początek wieku, a ja mam maturę - popadam w nihilizm. Ekologia nie ma sensuuu. Jeśli Cejrowski nie zostanie prezydentem, a zima w przyszłym roku nie potrwa do następnej zimy z przerwą na milionstopniowy upał (kasztany nie zakwitną na czas, nie ma bata) to i tak wybuchnie wojna nuklearna, a wraz z nią więcej bomb, niż potrzeba do szczęścia Szatanowi. Kto by się więc martwił szynszylami, które są skórowane na futro. Hehe sprytnie Piotrze, przecież sam zawsze powtarzasz, że futra to gówno nie problem. Z ust mi to wyjąłeś Piotrze, szynszyle bez skóry nie są tym, co zagrozi naszej ziemi implozją w związku z załamaniem wszystkiego, co natura wypracowała, żebyśmy mogli kiereszować. Dlatego gdybym był międzynarodową gwiazdą, wchodziłbym w spory z Joanną Krupą, dla której O BOŻE WŁAŚNIE ZAŁAMAŁ SIĘ MÓJ SYSTEM WARTOŚCI. Dalszego ciągu nie będzie, bo odkryłem dziury we własnym rozumowaniu. To naturalnie nie jest powód, żebym miał powyższego nie publikować.
Zapomniałem, że wcale się dzisiaj nie wykąpię. Szkoda wody na moje smrody. Jutro. Albo już nigdy. Gdybym miał kilka domów, jeden bym cały wypełnił do połowy poduszkami i wyposażył w internet i stanowisko Subwaya, a drugi urządził tak, żeby zaspokoić swoje zapotrzebowanie na ładne wnętrza. Potem do tego drugiego bym nie chodził, a w tym pierwszym spędziłbym resztę życia i w ogóle niewiele bym chodził.
Zawsze myślałem, że trzeba mieć coś do powiedzenia, żeby to publikować w internecie. Potem trochę poczytałem, poobserwowałem, zobaczyłem ludzi, którzy po prostu piszą to, co by powiedzieli znajomym, gdyby znajomi wcześniej zadeklarowali, że wcale nie muszą słuchać o niczym ciekawym. Teraz robię to, co oni, bo skoro opisane zjawisko jest takie powszechne, musi w tym być coś przyjemnego. Faktycznie, jest mi całkiem miło. Czuję, jak rozwijają mi się sploty mózgowe. Wcześniej trochę się pozacierały, bo próbowałem napisać coś z sensem, ale ta potrzeba się ulotniła, więc dobrze jak mi się sploty trochę rozprasują. Całą noc bym mógł tak wypisywać bzdury. Zakopany w poduszkach w domu z internetem. Coś bym zjadł, ale nie mam zainstalowanego w mieszkaniu stanowiska Subwaya, więc i tak nie będzie mi smakować to, co bym zjadł. Zrezygnowałem dzisiaj z przerw między posiłkami, po prostu jadłem cały czas. Nie powinienem tego powtarzać, bo ze spania nici, a sny to okazja, żeby coś mi się przytrafiło. Nie, nie jestem taki znowu w życiu znudzony i zaniedbany przez inspirujące zrządzenia losu. Po prostu czasami mi nie wystarczy świat, w którym obowiązuje fizyka i odległość ma znaczenie. To mnie chyba kwalifikuje na narkomana. Teraz pytanie bardzo poważne: czy skoro włoskie paluszki leżą na moim biurku odkąd rodzice byli we Włoszech znaczy, że nie powinienem ich jeść, zwłaszcza że nie pamiętam, kiedy rodzice byli we Włoszech? Zjadłem. Boże jak nudno! Lol cały dom był wypełnił do połowy. Cały do połowy. Szklanka jest do połowy chujowa. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz