sobota, 4 maja 2013

Nie no, znowu mi uciekło. Zasypiałem i objawił mi się post, niestety o ekologii, a jednak idealny. Ale chyba już nie mam ochoty.
Z drugiej strony chętnie bym poszedł spać, a żeby zasnąć potrzebuję spokoju, którego nie osiągnę dopóki czegoś tutaj nie napiszę. Na dobrą sprawę mniej niż tydzień przed maturą nie powinienem mówić o spokoju, a jednak o niej zazwyczaj po prostu nie pamiętam. Bardziej mnie martwi, że moja ryba nie może się zdecydować -czy chudnąć i zdechnąć -czy przestać chudnąć i żyć? Kiedy indziej policzę te przypadki, kiedy piszę, że i tak nikt tego nie przeczyta, na razie pozwolę sobie na +1: nikt tego nie czyta, więc mogę urządzić brudnopis.Jako że na pewno kiedy tylko wejdę pod prysznic pefekcyjnie składne argumenty na poparcie mojej tezy (odnośnie ekologii w tym momencie, ale właściwie to obojętnie) poukładają mi się w mózgu w perfekcyjnego nerdowskiego posta, teraz OK JAKBYM NIE KOŃCZYŁ ZDANIA JEST NIELOGICZNIE przejdę więc do następnego akapitu.
Zapewne dlatego, że wciąż jest początek wieku, a ja mam maturę - popadam w nihilizm. Ekologia nie ma sensuuu. Jeśli Cejrowski nie zostanie prezydentem, a zima w przyszłym roku nie potrwa do następnej zimy z przerwą na milionstopniowy upał (kasztany nie zakwitną na czas, nie ma bata) to i tak wybuchnie wojna nuklearna, a wraz z nią więcej bomb, niż potrzeba do szczęścia Szatanowi. Kto by się więc martwił szynszylami, które są skórowane na futro. Hehe sprytnie Piotrze, przecież sam zawsze powtarzasz, że futra to gówno nie problem. Z ust mi to wyjąłeś Piotrze, szynszyle bez skóry nie są tym, co zagrozi naszej ziemi implozją w związku z załamaniem wszystkiego, co natura wypracowała, żebyśmy mogli kiereszować. Dlatego gdybym był międzynarodową gwiazdą, wchodziłbym w spory z Joanną Krupą, dla której O BOŻE WŁAŚNIE ZAŁAMAŁ SIĘ MÓJ SYSTEM WARTOŚCI. Dalszego ciągu nie będzie, bo odkryłem dziury we własnym rozumowaniu. To naturalnie nie jest powód, żebym miał powyższego nie publikować.
Zapomniałem, że wcale się dzisiaj nie wykąpię. Szkoda wody na moje smrody. Jutro. Albo już nigdy. Gdybym miał kilka domów, jeden bym cały wypełnił do połowy poduszkami i wyposażył w internet i stanowisko Subwaya, a drugi urządził tak, żeby zaspokoić swoje zapotrzebowanie na ładne wnętrza. Potem do tego drugiego bym nie chodził, a w tym pierwszym spędziłbym resztę życia i w ogóle niewiele bym chodził.
Zawsze myślałem, że trzeba mieć coś do powiedzenia, żeby to publikować w internecie. Potem trochę poczytałem, poobserwowałem, zobaczyłem ludzi, którzy po prostu piszą to, co by powiedzieli znajomym, gdyby znajomi wcześniej zadeklarowali, że wcale nie muszą słuchać o niczym ciekawym. Teraz robię to, co oni, bo skoro opisane zjawisko jest takie powszechne, musi w tym być coś przyjemnego. Faktycznie, jest mi całkiem miło. Czuję, jak rozwijają mi się sploty mózgowe. Wcześniej trochę się pozacierały, bo próbowałem napisać coś z sensem, ale ta potrzeba się ulotniła, więc dobrze jak mi się sploty trochę rozprasują. Całą noc bym mógł tak wypisywać bzdury. Zakopany w poduszkach w domu z internetem. Coś bym zjadł, ale nie mam zainstalowanego w mieszkaniu stanowiska Subwaya, więc i tak nie będzie mi smakować to, co bym zjadł. Zrezygnowałem dzisiaj z przerw między posiłkami, po prostu jadłem cały czas. Nie powinienem tego powtarzać, bo ze spania nici, a sny to okazja, żeby coś mi się przytrafiło. Nie, nie jestem taki znowu w życiu znudzony i zaniedbany przez inspirujące zrządzenia losu. Po prostu czasami mi nie wystarczy świat, w którym obowiązuje fizyka i odległość ma znaczenie. To mnie chyba kwalifikuje na narkomana. Teraz pytanie bardzo poważne: czy skoro włoskie paluszki leżą na moim biurku odkąd rodzice byli we Włoszech znaczy, że nie powinienem ich jeść, zwłaszcza że nie pamiętam, kiedy rodzice byli we Włoszech? Zjadłem. Boże jak nudno! Lol cały dom był wypełnił do połowy. Cały do połowy. Szklanka jest do połowy chujowa. Dobranoc.

niedziela, 6 stycznia 2013

Aplikacja odgłosy deszczu nie pomaga nawet, kiedy wybieram opcję z namiotem, dlatego mimo porażki wcześniej tego wieczoru, postanowiłem walczyć z bezsennością tutaj. Niestety, nie mam żadnych treści do przekazania, dlatego terapia może się okazać przykra i nieskuteczna. Płaczę ostatnio nad blogiem Tommy'ego Tona nie dlatego, że coś z nim jest nie tak, a mnie bardzo ta niedoskonałość razi, tylko dlatego, że wszystko tam jest takie piękne. Jeszcze może się okazać, że wyciągnę błędne i szkodliwe wnioski, bo kiedy tak patrzę, jak ludzie jeżdżący z jednego tygodnia mody na drugi łączą ze sobą elementy street i high fashion w taki nieprzewidywalny sposób (tak naprawdę po 20 stronach bloga wszystko zaczyna wyglądać znajomo i wtórnie) wpadam w dziwny nastrój, który prowokuje mnie do stawania przed lustrem w kalesonach, nieśmiertelnych (nie chcą umierać) butach uwaga DC i w rękawicach narciarskich, które mają mi być pomocne przy wieszaniu w piwnicy metalowych szafek w ramach świątecznego wypoczynku. To zdanie zrobiło się za długie, więc postanowiłem uciąć. Od początku. Kiedy po tym, jak naoglądam się obrazków z nierealnego świata pierwszych rzędów, staję przed lustrem w przypadkowym i roboczym zestawie, istnieje ryzyko, że stwierdzę, że naprawdę wszystko się wspaniale i oryginalnie komponuje. Zakładam wełniane skarpety na spodnie od piżamy i kaptur na głowę, bo mam brudne włosy i stwierdzam boże, jak pięknie.
 To oficjalne, nosorożce jawajskie na dobre wyniosły się z Wietnamu, ale niestety nie do żadnej sąsiedniej dżungli  tylko do krainy wiecznego wylegiwania się w chłodnym błocie. Grupa naukowców oddelegowana do określenia stanu populacji nosorożców znalazła tylko zwłoki pozbawione rogu. Nie ma się co łudzić, że garstka starych osobników, które wciąż jeszcze żyją w Indonezji, jest nadzieją na odratowanie gatunku. Nie jest. Kiedy przypominam sobie o nosorożcach, które są epilogiem historii własnego gatunku, wszystko, co robię, wydaje mi się takie błahe.  Z drugiej strony, kiedy tak sobie patrzę na ludzi zaledwie 4 lata ode mnie młodszych  albo ok, na siebie, stwierdzam, że nasz gatunek też ma problem.
nie pamiętam