środa, 30 marca 2011


Założyłem bloga więc adrenalina, te sprawy, piszę dwa posty pod rząd.
Jeśli jeszcze kiedykolwiek tu wejdę to albo z osobistymi wynurzeniami odnośnie moich relacji z Anielą, albo żeby napisać coś o ciuchach.
Nie zdaje z matematyki - logiczne, że zakładam bloga.
Tak na marginesie, słowa blog się nie odmienia, przynajmniej według starej szkoły. Teraz możemy odmieniać już wszystko. Nie?
Jeśli zrządzeniem losu, ślepym trafem, szczęśliwym trafem, przez pomyłkę, niechcący, świadomie, ostrożnie lub po pijaku, ktoś tu wejdzie i doczyta do tego miejsca, to może napisze komentarz, czy woli kolejny denny blog o modzie, czy
wręcz odkrywczy blog o warszawskim zoo? Ja optuję za pomieszaniem jednego i drugiego.
Sraty taty.
Nie moje. Z jakiegoś tumblr. Moja aktualna tapeta. Chociaż ta pani jest zupełnie nieładna i ma brzydką grzywkę.

Młotek


To niewiarygodne, jak niewiele mam do napisania, jeśli nie chcę pisać o sobie.
Czemu więc zakładam bloga?
Bo chcę! Próbowałem już 3 razy. Tym razem mam wsparcie koleżanki, którą omówię jako pierwszą. Ależ oczywiście, że nikt nie będzie tego czytał.
Mogę opisać swoje buty, swój sweter, swój szalik, swoje koleżanki, a w każdym poście marudzić, że właściwie, to się na tym nie znam. I że największą motywacją jest to, że blogują z powodzeniem ludzie mniej elokwentni ode mnie, których zdjęć bym nigdy nie zamieścił, bo planuję być dyplomatyczny. I znacznie mniej złośliwy niż w życiu. Czyli trochę nuda, trochę miło.
30 marca 2011 roku, rankiem, odeszła Aniela, hipopotam nilowy, rocznik 62.
Tego samego dnia, wieczorem, wystartował mój blog.
I pewnie nic więcej.
Przeszukałem 2466 zdjęć w folderze ze zdjęciami z naszego zoo, żeby znaleźć to.
Bo serio, smutno mi.