Założyłem sztruksową koszulę. Sztruks kojarzy mi się z samymi pięknymi rzeczami. Tym, że się wyciera i w lumpeksach sprzedają mnóstwo dziurawych spodni. Z tym, że w podstawówce miałem sztruksy i taki megalamus, z którym nigdy nie chciałem być porównywany, zakrzyknął 'Jak ja lubię sztruksy!'. Z tym, że nauczyciel, z którego współpracy ze mną wynikła dla mnie poprawka z matematyki, nosił sztruksową marynarkę, kiedy ja bezskutecznie pociłem się nad zadaniem. A jednak założyłem wspomnianą koszulę, w dodatku po raz drugi. Nie jest moja, jest mamy, jak dwie torby, które noszę i martwy lis z Moskwy, który linieje. Za pierwszym razem 5 osób powiedziało mi, że ładnie wyglądam, a jedna że pięknie. To dlatego, że wcześniej zrobiłem sobie w lustrze dwa zdjęcia: z koszulą wyłożoną i w spodniach. Powysyłałem je dla porównania różnym koleżankom i zapadła decyzja o włożeniu w spodnie. Od tamtej pory Daria widzi mnie zawsze kowbojem. Po udanym debiucie, po roku przyszła pora na powtórkę. I już nikt mi nie powiedział, że wyglądam ładnie. Trzykrotnie spodobał się mój pasek z klamrą jak rama obrazu. Raz usłyszałem 'ale fatalna koszula'. Dlatego teraz już tylko czekam na okazję, żeby przebrać się za kowboja i po imprezie oddać koszulę mamie.
Aktualizacja! Już wiem o co chodzi. to wszystko dlatego, że miałem pod spodem obrzydliwy biały tank top.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz