poniedziałek, 4 czerwca 2012

Mam jutro dwa sprawdziany z francuskiego. Nie jeden. Dwa. Muszę się pouczyć. Toteż wszedłem i piszę. To chyba i tak całkiem dobre rozwiązanie, skoro alternatywą było wyobrażanie sobie, jakbym zrealizował projekt komiksu, w którym puszka idzie supermarketem, widzi paczkę cukierków z napisem "candies" i z przestrachem rzuca koszyk i ucieka, bo w końcu przeczytała "can - dies". Lololo śmieszne jak ten pstrąg w galarecie, co go dzisiaj jadłem z kartoflem i blanszowanym szpinakiem w masełku ślimakowym. Cały dzień strawiłem na spotkaniach pozornie towarzyskich, które w gruncie rzeczy były motywowane intensywnie zarysowanym biznesem. Otóż dysponuję worem. Ja i rodzina opróżniamy dom na Sadybie (może ktoś chce kupić?) i przydatne okazują się worki na śmieci. Takie 150 litrowe czy jaki tam one mają rozmiar, nigdy nie poświęcałem temu uwagi. Mogę się pomylić w obliczeniach, ale na moje to 4 czy 5 pełnych poszło do PCK, drugie tyle na wieś, a 3 do mnie. A we wszystkich było to samo: ubrania, więc układ idealny, mam zajęcie jakie uwielbiam, mianowicie mam za zadanie rozdystrybuować te ciuchy, które sam uprzednio poddałem selekcji. W tym pięknym dniu, kiedy niebo było szare, a ludzie smutni, co nie jest niczym nowym, zgłosiły się do mnie aż cztery osoby. W końcu sam je zaprosiłem do wydarzenia na facebooku "Have you ever been fisted?", który to tytuł tylko mnie bawi. Jutro czeka mnie kolejna wizyta, a potem następne, tymczasem ja skrupulatnie zapisuję sobie, co oddaję. Jest to praca bardzo przyjemna, porównywalna do spisywania moich ubrań, o którym gdzieś tutaj wspominałem, ale zaprezentowanie jej efektów, choć nieuchronne, nie będzie miało miejsca dzisiaj, bo jednak w zarywaniu nocy nie jestem dobry, a pod koniec semestru trzeba cisnąć. Inni z mojego rocznika mają SZKOŁĘ za sobą, mnie czeka jeszcze rok. I fajnie. Przeraża mnie myślenie o wszystkim, co ostatnie. Ostatni sprawdzian z chemii kojarzy mi się ze starością i rychłą śmiercią, nie beztroską, chociaż jeśli kiedykolwiek byłem z chemii orłem, to tylko pikującym w dół, ewentualnie aparycyjnie. Bardzo ładnie się ubierałem na zaliczanie roku. Oczywiście, że to wszystko nie jest warte opisywania, po prostu książki wcale mnie nie kuszą. A tyle pięknych ubrań mam do opisania, może nawet je sfotografuję.
Nieee.
O co chodzi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz