sobota, 2 czerwca 2012

Skoro i tak nie ma mowy o spaniu,  a ja się tak rozkręciłem łohoho, wyleję tu swoją frustrację.W końcu od tego są blogi. Mam pytanie: dlaczego ludzie są tacy szpetni? Byłem w Amsterdamie i tam nie są ani trochę szpetni. Tam utożsamiają kulturę osobistą ze schludnym wyglądem. Poświęcają kilka chwil z rana temu, w co się ubierają. Kiedy poświęcają więcej czasu, niż kilka chwil, wyglądają bosko. W Polsce, to może przez ten klimat i długie noce, ludzie otwierają oczy po raz pierwszy, kiedy od dawna znajdują się na ulicy między współmęczennikami. Widzą kogoś, kto wysilił się, żeby wyglądać dobrze i myślą sobie: o, pawie piórka, myśli że co, Jacyków he he. Tak sobie myślą. Dlatego poprzeczka się obniża, połączenie szarego z beżem uchodzi za zestaw kolorowy, marynarka jest zarezerwowana na wielkie wyjścia. A ja się na to nie zgadzam. Uważam, że robię dobry uczynek wyglądając dobrze. Dzięki mnie ten fragment szarej (kochanej) Warszawy, w którym akurat sobie oddycham, jest ładniejszy, bo ja jestem ładny. Polecam, świetna rozrywka takie wyglądanie. W Amsterdamie to wiedzą.
Pomyślałem, że jak robię dobry uczynek a potem sobie narzekam, wychodzi na zero. Dlatego teraz dla odmiany, powiem coś pozytywnego. Było mi dzisiaj smutno i kiedy przejrzałem wszystkie strony z ubraniami, na które mnie nie stać, udałem się na poszukiwanie nowych kompleksów, dla których zawsze znajdzie się miejsce w moim gościnnym, cieplutkim rozumku. Więc lookbook. Oglądam sobie, scroll scroll, płaczę, aż patrzę: zakładka top, a tam kategoria TOP WSZECHCZASÓW. I dlaczego nikt mi nie powiedział, że Polka jest tam druga? Juliette Kuczyńska proszę bardzo. 6653 hajpy. Jedenasta jest stylizacja warszawskiej blogerki/projektantki Natalie G. 26 - Kasia Gorol, a potem mnóstwo Juliette, znowu Kasia i tak dalej. Zielasko nie znalazłem, ale ona jest z Krakowa heee. To wszystko chyba całkiem dobry wynik? Przy okazji pokusiłem się o refleksję, że nawet nie chciałbym znaleźć się w tym gronie, za duża presja. Na szczęście nigdy mi to nie groziło.
Ale jeszcze wracając do poprzedniego, nie rozumiem tej ignorancji. Ludzie mają gęby pełne frazesów, kokietują, że są tacy beznadziejni, jednocześnie belka w oku źdźbło te sprawy, w serduszku mają się za wzór cnót i sukcesu, więc skąd pomysł, że moda i dbanie o siebie już ich nie dotyczy? Przecież ignorancja w tym kierunku to ewidentny dowód braku ogłady, twoje cielsko i to, w co je przyobleczesz to twoja wizytówka. Tak jak morda, ale z nią to czasami nie pogadasz. I teraz pojawia się kwestia: gdyby to chociaż było trudne. Nie jest! Nie w momencie, kiedy nawet ktoś niezainteresowany, kiedy je sobie na śniadanie coś tuczącego i ogląda jednym okiem telewizję, jest skazany na Mercedes rozprawiającą o swojej działalności. Przecież w każdym Cosmopolitanie (jakie to straszne, w jakim stopniu kobieta, chociaż jest adresatem tego pisma, jest w nim uprzedmiotowiona. nie będzie równouprawnienia w sferze obyczajowej, dopóki istnieje Cosmo. nawet Anja Rubik powiedziała "przestań czytać Cosmo. Twoim zadaniem jest zadowolić siebie".) są praktyczne rady, wiedza w pigułce, jak się ubrać. Wystarczy bezmyślnie przestrzegać tych zaleceń. No dobra, niektóre są słabe, ale są też inne źródła. To nie pieniądze są tu potrzebne, tylko świadomość, że na ciebie też patrzą kiedy człapiesz wzdłuż pasażu. Moja rada, to wybrać sobie jakiś styl. To słaba rada, bo styl się zmienia i te sprawy, poza tym skoro nie wychodzi ci wyglądanie dobrze, najprawdopodobniej nie masz stylu. Ponadto, styl narzucony na siłę to coś najgorszego na świecie, nie wyglądasz autentycznie - nie wyglądasz dobrze. Ale adresuję swoje złote myśli do jakiejś laski, która po prostu się boi, że nie podoła takiemu wyzwaniu jak "nie zakładam tego, co jest na szczycie kupki ubrań, które dała mi mama, bo dostała od koleżanki, której córka już z nich wyrosła, tylko poddaję refleksji to, co zakładam". Proponuję coś banalnego, czyli styl rockowy. Ostra laska. Żerowanie na tym nurcie jest w stanie zaspokoić całe tysiące blogerek i fashionistek. One zapewne idą krok dalej, bo włączają kreatywność, moja przykładowa, zagubiona laska nie musi. Potrzebuje tylko dużo czarnych rzeczy. Rurki, ledżiny, mokre ledżiny, szorty, tyle w kwestii dołu. T-shirt że niby mam chłopaka i pożyczam jego ubrania, skórzana kórtka, tank top, wyćwiekowana marynarka, tyle w kwestii góry. Makijaż i włosy obojętnie, dużo biżuterii, biker boots na każdą pogodę. KONIEC. Wspomniana kreatywność to na przykład kapelusz. Coś w panterkę. Zostały ci pieniądze z komunii - kup sobie Campbelle. Zresztą rany, o co chodzi. Przecież nie wierzę, że trzeba się wysilić, żeby dobrze wyglądać. Wystarczy pójść do TopshopuH&MuZary, albo nawet nie iść, tylko kliknąć w te linki. A tam nie, nie kupować, tylko patrzeć i zapamiętywać. I z tym iść na lumpeksy. Polecam Puławską albo maraton po Kabatach, od Szmizjerki po odzież angielską, potem lumpeks przy 24h na Natolinie, Kantonia na Imielinie, lumpeks przy kościele na Stokłosach. Co to za wyzwanie kupić koronkową, rozkloszowaną sukienkę w pastelowych kolorach. Ale ją akurat kup. Co to za wyzwanie wyszperać duży sweter albo koszulę flanelową ojca i nosić ją zawiązaną w supeł w okolicy pępka, z podwiniętymi rękawami. Jaki jest tego koszt. Żaaaadeeeeen, żaaaadneeee. Dlatego, gwoli podsumowania, nie rozumiem. Proszę. Dlaczego ludzie są tacy szpetni?
W radiu Nosowska, jak spadałem z roweru wy pewnie przeżywaliście nowy teledysk Brodki o Warszawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz